Od Rzeszowskiego „Mechanika” po Walię – czyli: Czy trzeba być „kosmitą” aby dostać się na uczelnie za granicą?

Uwaga, otwiera nowe okno. PDFDrukujEmail

03-07-2017

Czwarta (a już niedługo piąta) technikum to czas kiedy wszyscy chcąc czy nie chcąc myślą o maturze. Podczas gdy pierwsze półrocze bywa zwykle niemal beztroskim okresem kiedy kończą się przedmioty zawodowe, drugie budzi już realną grozę z ostatnimi egzaminami z naszych kwalifikacji i widmem matury na horyzoncie. Jednakże co potem? Nieliczni mają plany, które uważają za pewnik. Wielu ma mniej więcej pojęcie czy chce iść na studia, czy po szkole od razu do pracy. Reszta po prostu czeka na wyniki w nadziei, że „trafi się” jakaś szansa. Przy czym nie należy takich okazji lekceważyć.

W grudniu 2016 roku kiedy mój rocznik (‘97) rozpoczął już drugie półrocze swojego ostatniego roku, „trafiła mi się” właśnie taka szansa.

Do naszej szkoły przybyła pani Monika Więckowska i przedstawiła czwartoklasistom możliwość wybrania Aberyswyth University jako kolejnego stopnia edukacji. Jest to 4 uczelnia wyższa w Wielkiej Brytanii, a co za tym idzie w światowym rankingu jest daleko wyżej niż którakolwiek polska uczelnia. Zapewniła przy tym, że każdy kto się zdecyduje, znajdzie z jej strony pomoc przy aplikowaniu na uczelnię. Powiedziała nam o możliwości przystąpienia do egzaminu, z dwóch wybranych przedmiotów, a nagrodą był indeks na dowolny kierunek (powiązany z przedmiotami, które się pisało) oraz stypendium wypłacane przez uczelnię jeżeli uzyskany wynik był wystarczająco dobry.

Stwierdziłem wtedy, że w sumie niczym nie ryzykuję, do matury przygotowywałem się już od połowy roku, więc będzie to dobry test jakie zrobiłem postępy.

Egzamin odbył się początkiem lutego w Siedlcach, na Mazowszu.

Był on całkowicie po angielsku i nie miał nic wspólnego z naszą podstawą programową, w końcu to nie na polską uczelnię był ten egzamin. Odbywał się on w dwóch częściach, po 90 min., każdy uczestnik „podjął walkę” z wybranymi przedmiotami.

Na wyniki trzeba było trochę poczekać więc w międzyczasie dalej kształciłem się do matury.

3 marca otrzymałem wyniki mojej pracy. Okazało się, że uzyskałem 75% i 63% odpowiednio z fizyki i matematyki.

Dało mi to do myślenia, że nad matematyką należy jeszcze popracować.

W tydzień później otrzymałem list od uczelni, że w związku z uzyskanym wynikiem (progiem było po 40% z obu części) przyznają mi „bezwarunkową” ofertę przyjęcia na wybrany kierunek oraz stypendium pierwszego progu (było ich 3, pierwszy jest najniższy).

Czemu „bezwarunkowa” ? No, jednak był jeden warunek. Trzeba było zdać, nie ważne na ile, nasze krajowe egzaminy końcowe, czyli maturę. W przypadku niespełnienia tego warunku, moja oferta zostałaby przeniesiona na przyszły rok. Wiedząc, że nie muszę już osiągać niemożliwego wyniku aby mieć pewne miejsce na dobrej uczelni, mogłem spokojnie przystąpić do dalszych przygotowań, swoich i innych.

Niemniej jednak brak presji, powodowanej wynikiem z matury (bo co do tego że ją zdam nie było wątpliwości), sprawił, że nie spędziłem tego czasu na nauce na tyle efektywnie, na ile byłbym zmuszony w przeciwnym razie. Pozwoliło mi to pomóc innym, na tyle na ile czasu nam starczyło. Sam za to skończyłem powtarzać materiał z matematyki (fizykę skończyłem jeszcze przed egzaminami na uczelnię). Tak minął czas do końca roku, a potem nadeszły matury…

30 czerwca zawitałem ponownie do szkoły by odebrać wyniki, teraz gdy mam już pewne miejsce na uczelni pozostaje mi już tylko kupić bilet lotniczy by od października br. rozpocząć moją dalszą edukacje na wydziale fizyki.

Jak wynika z powyższego opisu, to my sami decydujemy o własnym losie i to co innym wydaje się abstrakcją, tak naprawdę jest w zasięgu naszych rąk, a przede wszystkim chęci. Otrzymać indeks na dobrą zagraniczną uczelnię to przywilej nie tylko dla najbogatszych, ale przede wszystkim ambitnych młodych ludzi, którzy nie boją się wyzwań jakie stawia przed nimi życie, trzeba tylko korzystać z okazji i dołożyć od siebie trochę pracy...

 

Maciek Makuch

Valid XHTML 1.0 Transitional Poprawny CSS!